NadMorze

wczasy, wakacje, urlop

Charakterystyka Miasta Gdańsk i Pamiątki Polskie

16 sierpień 2013r.

CHARAKTER MIASTA I PAMIĄTKI POLSKIE. Cechą Gdańska, która nderza obcego, jest swoisty charakter, odróżniający go ndetylko od innych miast polskich, ale i niemieckich. W budownictwie wytworzył się tu pewien odrębny styl, a jest rzeczą chwalebną i godną naśladowania, że nowoczesne dzielnice dostosowano wyrgląde.m do Starego Gdańska, tworząc całość dobrze sharmoinizowaną i unikając koszarowej banalności, która cechuje nowoczesne dzielnice Warszawy, Łodzi, Wilna, Lwowa i t. d. Natomiast dawnym dzielnicom po;zostawio no archaiczny charakter, szanowany i zakonserwowany le piej, niż w jakiemkolwiek innem mieście przedrozbioro wej Polski. Nowe dzielnice, a w szczególności Wrzeszcze, mają charakter prawdziwych miast-ogrodów. Plan ulic Starego Gdańska założony jest w ten sposób, że główne z tych ulic biegną prostopadle do rzeki Mo-tławy, od wybrzeża której oddzielały je bramy miejskie, natomiast wąskie ulice poprzeczne mają tylko enaczenie drugorzędne. Ulice Starego Gdańska odznaczają się niemal średniowiecznym charakterem, a przytem .pięknością nietylko pojedyńczych gmachów, ale całych ulic. Malowniczość ulic podnosi ich założenie nie wzdłuż linji prostej, ale wzdłuż lekko wygiętego łuku. Tam, gdzie ulica się kończy, wzrok nie pada w próżnię, jak w miastach nowoczesnych, ale znajduje najczęściej wspaniałe zakończenie w jakimś monumentalny-m budynku publicznym. I tak Długi Rynek kończy z jednej strony ratusz, z drugiej Zielona Brama, patrząc wzdłuż nlicy Długiej, natrafimy z jednej strony na wieżę ratuszową % jej przepięknym hełmem, z drugiej na wieżę Laskę, Jopengasse zamyka z jednej strony kościół P. Marji, z drugiej arsenał, Frauengasse kościół Panny Marji i dom Tow. Przyrodniczego, i t. d. Żadne miasto w dawnej Polsce, nie wyłączając Krakowa, jako całość nie zachowało tak stosunkowo dużo starych i nie przebudowanych budynków przy ulicach śródmieścia, jak Gdańsk. Szczególnie w okolicach kościoła P. Marji zachowało się jeszcze kilkanaście ulic zabudowanych staremi patrycjuszowskiemi kamienicami o dwóch lub trzech oknach frontu, i fasadach zaledwie 5 m. szerokich, ale bogato i charakterystycznie ozdobionych. Osobliwość Gdańska stanowią t. zw. d omy k a z a 1-n i c o w e (Kanzelhaus), przeznaczone dla ubogiej ludności, gdzie do każdego mieszkania na parterze i na piętrze prowadzą wejścia wprost z ulicy. Sporo tego rodzajru domów zachowało się na Starem Mieście, a najstarszy i najbardziej charakterystyczny za kościołem św. Trójcy. Zwiedzając Gdańsk zauważa się odrazu pewną zasadniczą różnicę od innych miast dawnej Polski, a to mieszczański charakter jego zabyitków. W Warszawie, Krakowie, Wilnie i innych większych miastach w Polsce, to co jest najpiękniejsze, zawdzięcza swe powstanie królom, magnatom, biskupom 1 klasztorom — działalność artystyczna miast i mieszczaństwa ustępuje na plan drugi. W Gdańsku odwrotnie, najpiękniejsze zabytki zawdzięczają swe powstanie albo miastu (olbydwa ratusze, arsenał, Zielona Brama, Złota Brama, Wysoka Brama, Więzienna Wieża, Kościół Marjacki i szereg innych kościołów i budynków publicznych), stowarzyszeniom mieszczańskim (Dworzec Artusa, Strzelnica św. Jerzego), albo wreszcie poszczególnym rodzinom mieszczańskim (wiele stylowych kamienic, kaplic i grobowców" w kościołach i t. cl.). To co zawdzięcza swe powstanie królom, biskupom czy też klasztorom, tak pod względem ilości, jak i jakości (królewska kaplica, kościół pojezuicki i kilka pomniejszych) usuwa się w cień. Mieszczanie gdańscy posiadali nietylko dążność do przepychu, ale też wysoki zmysł artystyczny, któremu dawali wyraz w dekoracji domów- i mieszkań, w drobiazgach nawet codziennego życia. Spowodowało to nadzwyczajny rozwój przemysłu artystycznego z powiodu zapotrzebowania rzeczy pięknych, w które zresztą zaopatrywano całą Polskę. Kult piękna zachował się tu dłużej, niż w innych miastach polskich, bo jeszcze w XVIII w., gdy upadek miast w Polsce nie pozwalał już mieszczanom na zaspakajanie artystycznych upodobań, trwająca wciąż zamożność Gdańska dawała jego patrycjuszom możność na komfort i zbytek artystyczny, a zachowane urządzenie domu Uphagena świadczy dodatnio o zamiłowaniu sztuki wśród mieszczaństwa za panowania Stanisława Augusta. Pamiątek, związanych z Polską i z osobami królów polskich, jest w Gdańsku wiele, wszędzie rzucają się one w oczy, ale i one zawdzięczają przeważnie swe powstanie niemieckiemu mieszczaństwu. Mało, dziwnie mało, natomiast jest zabytków, które z Polską byłyby związane czy to nazwiskami twórców, czy chociażby fundatorów". Stąd pewna obcość sztuki i architektury Gdańska. Mało zachowało się tu śladów po czterowiekowych rządach i osobach, rezydujących w Gdańsku pomorskich wojewodów i kasztelanów, za wyjątkiem kilku członków rodziny Weyherów i Przebędowskich. Arystokracja polska, owi Kmitowie, Firleje, Górkowie, Oleśniccy, Tarnowscy, Lubomirscy, Ostrogscy, Radziwiłłowie, Sanguszkow-ie, Czar-toryscy. Potoccy, Opalińscy, Leszczyńscy, Wiśniowieccy, Zebrzydowscy, Ossolińscy, Sapiehowie, Krasińscy i inni, którzy całą Polskę zastawili swojemi pałacami, posiadając je w każdem mieście, 'z którem je łączyły7 krótsze czy dłuższe stosunki, jak Warszawa, Kraków", Wilno, Lublin, Poznań i t. d„ o Gdańsku, chociaż utrzymywali z nim nie- ustanne stosunki handlowe, jakgdyby zapomnieli zupełnie. Łączyła ich z nim kieszeń, a nie serce i głowa. Niemieckie i autonomiczne miasto, w którem bywali często, chociaż należące do Polski, pozostawało dla nich obcem i obojętnem. Jeden zaledwie magnat polski zdobył się na zbudowanie tu pałacu — był nim marszałek wielki koronny Mniszech w połowie XVIII w., a i ten zaledwie przez jeden dzień tu mieszkał. Szlachtę odpychał od Gdańska jego niemiecki charakter, a nie łączyło ją z nim nic, prócz interesów' finansowych, gdyż nie doceniała ona znaczenia, morza i tloty dla państwa. Mimo rozumnej polityki królów od Zygmunta Augusta do Jana Kazimierza, dążących do stworzenia na Bałtyku floty polskiej, szlachta trzymała się maksymy Klonowicza, że: „Polak może nie dbać o morze, Gdy pilnie orze." Przedwojenny Gdańsk scharakteryzował doskonale ś. p. Antoni Chołoniewski w jednym z arykułów z cyklu „Nad polskiem morzem", umieszczonym w r. 1912 w „Świecie" warszawskim. Pisze on: „W stolicy polskiego Pomorza niema prawie Polaków. Snują się tylko mary polskiej przeszłości. Jednak i ten nieważki żywioł spełnia tutaj nieuchwytną, a przecież czynną rolę. Niemieckie dźwięki, opływające zewsząd przybysza z południa, nie przeszkadzają mu czuć się tu u siebie w domu. Nietylko dlatego, że o krok stąd za murami miasta niemal rozpoczyna się już polski ohszar językowy. Sam Gdańsk oddziaływa na nas, jak coś bliskiego i swojego. Królewskie orły polskie wieńczą jego przepyszne stare gmachy. Wspomnienia Rzeczypospolitej trącają o w szystko, co jest w tem mieście piękne i cenne, co wznosi się ponad szarzyznę dnia powszedniego. Leniwy i senny żywot pędzi dzisiejszy Gdańsk. Wszystkie wysiłki, aby wskrzesić jego dawną świetność zawodzą. Pełne niewymownego czaru i poezji stare ulice, przerywane monumentalnemu gmachami, nad któremi pracowała dłoń holenderskich mistrzów, napróżno usiłują udawać nowoczesny, kipiący ruch wielkomiejski. Nawet główne ar-terje ha/ndlowe miasta nie zdołają wmówić w nas, że są znowru tem, czem były jeszcze przed wiekiem. O krok stąd partycjuszowskie pałace stoją zrezygnowane i nieme, jak-gdyby lekceważyły nieudolną kopję przebrzmiałej wielkości. Fale Motławy suną bezczynnie i bezczynnie drzemią nad niemi potężne spichlerze gdańskie, tworzące drugie miasto na wyspie. Ich służba skończona, jak zamknięta potężna rola gospodarcza Gdaiiska. Wszystko jest tu pomnikiem przeszłej kultury, przerwanej, zastygłej, niekonitynuowanej w żadnej postaci. I wszystko przemawia językiem polskiej przeszłości. Znamię polskie wyciśnięte na wszystkiem, czem szczyci się Gdańsk dzisiejszy. Na śmigłej wieży cudownego ratusza, wysoko pod chmurami lśni ponad miastem złocony posąg Zygmunta Augusta w koronie, z berłem w ręce. Wewnątrz ina stropie ratuszowej sali Biały Orzeł roztacza skrzydła .swe opiekuńcze i szczodre. Ponad odwiecznym kominkiem, trzymanym przez dwie karyatydy o uderzająco .polskich, sarmackich obliczach, korona Jagiellonów wieńczy herb miasta. Wydzwania jeszcze godziny zegar, który nieszczęśliwy Leszczyński zostawił tu -w upominku 'za doznaną wierność. Na bogato rzeźbionych drzwiach Biały Orzeł i znowu królewskie herby i orły w małej „zimowej" sali radzieckiej. Wszędzie przylgnęły te nieme świadki przeszłości. Monumentalna Wysoka Brama, która za Zygmunta III otrzymała swą wspaniałą fasadę, w środkowrem polu nad wjazdem, mieści herb Polski, skrzydlate postacie unoszą nad nim koronę królewską i napis, który tu brzmi dziś, jak iron ja „Sprawiedliwość, jest rządów podstawą". „Zielona Brama" wielki, pełen przepychu, gmach, zamykający główną ulicę miasta ku Motławie, dzieło budowniczych z Ho-landji, był mieszkaniem królów polskich, w tym celu umyślnie rozszerzono go i ozdobiono. I tutaj Biały Orzeł rozwija skrzydła. Jest on i na potężnych basztach dawnych obwarowań miejskich i na ślicznym wodotrysku Neptuna, złocony z datą 1761 r. W starym arsenale, jednym z najwspanialszych zabytków Gdańska, wita nas osadzony w niszy na iasaclzie kozak o polslso-szlacheckim typie. Mnóstwo pamiątek polskich w Artushoiie, przepysznej giełdzie gdańskiej, miejscu zebrań dawnych kor-poracyj kupieckich. U wejścia na schody dwa lwy kamień- ne opierają się łapami o tarcze herbowe Gdańska i Polski. Wewnątrz zdaje się jeszcze żyć i rządzić Rzeczpospolita. Wzrok ślizga się po rzezanym z drzewa barwnym posągu Kazimierza Jagiellończyka z berłem i królewskiem jabłkiem w dłoni, po fryzie, przedstawiającym triumfalny Orzeł polski na drzwiach Dworca Artusa. wjazd tego króla największego z dobroczyńców Gdańska. 150 marmurowym posągu Augusta 111 którego panegirycz-na uniżoność mieszczan przebrała w strój rzymskiego cesarza, na chorągwi z portretem Stanisława Augusta. Bogata dekoracja sali. pełna orłów Zygmuntowskicli. W me-daljonach ściennych upamiętniane portrety Zygmunta III i Władysława IV. Malowidła przypominają sceny z dziejów Rzeczypuspolitej, wśród nich oblężenie Malborga przez Kazimierza Jagiellończyka. I jeszcze starożytny kościolek św. Wojciecha na krańcach miasta, z grobami i pamiątkami polskiemi i kościolek św. Anny, wzniesiony .na żądanie Kazimierza Jagiellończyka, kosztem miasta dla przedmiejskiej ludności polskiej i „kaplica królewska" przy ul. św. Ducha, ufundowana przez Sobieskiego i historyczny pałac Muiszchów na Langgarten, dziś własność pruskiego państwa. Jednak tylko martwe pamiątki zostały w tem mieście po trzech wiekach naszych rządów. Silnie w-korzenil się tu żywioł niemiecki, osadzony żelazną i gospodarną dłonią zakonu. Szeroka autonomia, granicząca z udzielnośclą, sprzyjała potem umacnianiu się i krzewieniu niemczyzny. Długie lata po przyłączeniu do Polski żył Gdańsk odręb-nem. obceni, a w głębi także wrogiem życiem. Był czas przecież gdy zaczynał się polszczyć — rzecz dziwna, właśnie wówczas, gdy się potęga Polski miała ku zachodowi. Ostatki rządów Sobieskiego i wiek XVIII zaczynają zwolna wprowadzać polszczyznę na forum gdańskie, tu i ówdzie nawet przesączać ją do ognisk rodzinnych mieszczaństwa. Niedokończony proces zastały rozbiory i odw róciły go wstecz. Szybko i łatwo umocniła się zachwiana niemczyzna namowo. Z niechęcią przerzuca gdańszczanin dzisiejszy karty historii, które opowiadają mu o wątpliwych uczuciach, z jakiemi dziadowie iego witali wkroczenie zwycięskich wojsk Fryderyka. Nowy Gdańsk nawiązuje raczej do zamierzchłych wspomnień Winrycha von Knip-prode, jest niemiecki z j'ęzyka i' znowu krzyżacki z ducha. W cieniu kamiennych orłów polskich rozparł się haka-tyzm, spadkobierca Zakonu. Przyszłość Gdańska nie jest bynajmniej przesądzona. Mimo hałaśliwego patryotyzmu pruskiej biurokracji, żyje tam w głębi świadomość, iż sama natu-ra związała to miasto z Polską, na której zbożu wyrosła dawna jego potęga i bogactwo. O zasobnej i świetnej przeszłości natrętnie mówią pomniki, przypominające polskie czasy. Szarą i chudą wegetacją niesie teraźniejszość. Wystarczy krótki czas przysłuchiwać się tętnu miasta, aby przekonać, się, jak głęboko tkwi to .poczucie upośledzenia, ile nieraz goryczy znajdzie się na dnie urzędowego partjotyzmu. Niemiecka prasa gdańska, wyrażająca interesy mieszczaństwa, jest przepojona uczuciem pretensji do Prus, mówi głośno o niewdzięczności za wierność niemc-zyźnie, (żąda wciąż nowych form odszkodow ania. Ani nowie koszary, ani fomowne pomnażanie armii urzędniczej, ani warsztaty państwowe, nie mogą zastąpić miastu odcięcia go od właściwych źródeł żywotności. Wobec potęgi życia bezsilne są drobne sztuczne środki. Tu wszystko woła o organicznej, ścisłej zależności od polskie-1 go południa, od mazowieckich i sandomierskich łanów Ta 'Zależność istniała przed wiekami, istnieje dziś, istnieć będzie zawsze. Mc nie zdoła jej zmienić — i historia niejedną jeszcze zajmującą nutą może wygrać na tym motywie. Gdańszczanie są doskonałymi Niemcami, ale są oni także wrażliwi na cyfry- swego budżetu. Białe Orły tkwią jeszcze ciągle w kamiennych gmachach Gdańska. Gospodarcze warunki ciągną ku wstędze Wisły, wołają o nawiązanie zerwanych nici. Pod mury jego sięga jeszcze daiś nasz obszar ięzykowy. zwracający' Się łukiem ną brzeg kaszubski, Jeszcze •niestracony, jeszcze zdolny do życia, jeżeli trie zapomni o nim reszta ojczyzny. Byłoby błędem patrzeć na to piękne, stare miasto z rezygnacją, jak na coś obcego. Rozpalaniu tlejących już ognikowi polskości, tuż za bramami jego należy- współdziałać z wiarą w zmienność i najgorszego losu z ufnością w gwiazdę, która przyświeca chcącym żyć, umiejącym walczyć o życie"'.

ocena 4,1/5 (na podstawie 18 ocen)

Zapraszamy do Łeby na wczasy z mnustwem atrakcji.
wczasy, Pomorze, Wypoczynek, Gdańsk, Wakacje, Pomorze, Kaszuby, Zwiedzanie, Spacery